Samobóje

Najlepszym się nawet zdarza. W tegorocznym Mundialu 14 razy piłkarze wbili gola do własnej bramki. Samobój może przesądzić o wyniku meczu – można przegrać. W polityce stawka jest wyższa – tracą stołki politycy, ale skutki samobója ponosi też (latami) całe społeczeństwo.

Pomysł z karaniem ludzi więzieniem za pomoc humanitarną, które w ostatnim tygodniu ogłosiło – a potem odwołało po społecznych protestach – MSWiA, nie jest niefortunną pomyłką. Nie ufam „odwołaniu”. Spodziewam się, że koncept wróci w tej czy innej formie. Nawet jeśli tej zmiany teraz nie przeprowadzono, pokazuje ona, jak władza myśli o sektorze humanitarnym. Ludzie, którzy kierują się ideą ochrony praw człowieka, władzy przeszkadzają.

Penalizacja pomocy ludziom jest elementem całej serii działań niechętnych organizacjom obywatelskim, które obserwujemy i w Polsce i na świecie od wielu miesięcy – to, co się wydarzyło, to nie jest wpadka.

Rząd odchodzi od praw człowieka

Polska regularnie w ostatnich miesiącach jest w forpoczcie europejskiej polityki anty-migracyjnej, jest z tego dumna. MSWiA chwali się w mediach społecznościowych tym, że rząd jest restrykcyjny: mniej legalizuje, więcej deportuje. Polska przystępuje do inicjatyw zmierzających do rewizji pakietu praw człowieka (jak Deklaracja Kiszyniowska), a rząd odchodzi od idei humanitaryzmu i poszanowania godności ludzi – wszystko w imię bezpieczeństwa, no i po to, żeby wygrać wybory za rok. 

Demokratyczny rząd, który doszedł do władzy na fali haseł o praworządności i szacunku dla człowieka, zawiesił podczas swojej kadencji możliwość wnioskowania w Polsce o ochronę międzynarodową, przywrócił detencję dzieci (zamykanie w więzienio-podobnych placówkach), udoskonalił praktykę pushbacków, pozbawił wsparcia socjalnego migranckich rodziców dzieci, którzy nie pracują (na przykład matki samodzielnie wychowującą dzieci w Polsce), a ostatnio pozbawił setki starych ludzi dostępu do pomocy medycznej i ubezpieczenia. Kilka razy zmieniał prawo z dnia na dzień – dzięki czemu znacznie wzrosła liczba osób, które żyją dziś w Polsce bez legalnych pozwoleń, na przykład w grupie kolumbijskiej. Ten sam rząd deportował też dzieciaki, które przeskoczyły przez barierki na koncercie w Warszawie i głupola, który wjechał autem pod Morskie Oko.

Mamy łatać dziury

Od przedstawiciela rządu usłyszałam wiosną, że po to są organizacje pozarządowe, żeby łatały dziury tam, gdzie państwo nie domaga. Możnaby sądzić, że rząd dla organizacji widzi więc jakąś rolę i uważa je za przydatne. Działania władz wobec organizacji humanitarnych od pewnego czasu tego nie potwierdzają. Spotyka nas niechęć  – nie tylko na polsko-białoruskim pograniczu. Rząd jasno pokazuje, że organizacji nie chce, że mają, krótko i nieelegancko mówiąc, zamknąć pysk.

To bardzo krótkowzroczne i brzemienne w skutki, biorąc pod uwagę wszystko to, co wiadomo o obronności, a także o demokracji. 

Wiadomo od ekspertów od obronności: w budowaniu odporności na kryzysy, w budowaniu potencjału do obrony kraju, potrzebni są wszyscy. Wszystkie ręce na pokład – tak mówią Skandynawowie, tak samo budują obronę Ukraińcy. Skuteczność to synergia, współpraca, zaufanie. Budowanie odpornego systemu polega na wzmocnieniu różnych struktur i zasobów, między innymi społeczeństwa obywatelskiego. Tymczasem rząd traktuje nas jak pętających się pod nogami pętaków. Okazuje pogardę i lekceważenie. Nie tylko nie buduje relacji i potencjału, degeneruje ten potencjał – o czym jasno świadczy pełne zawodu i gorzkich słów ostatnie posiedzenie Rady Dialogu Pożytku Publicznego.

Wiadomo z kolei od ekspertów od demokracji, że w zdrowym państwie potrzebny jest wielogłos. Potrzebny jest udział i aktywność obywateli. Tymczasem rząd nie szuka rozmowy na tematy migracyjne, racje nie mają gdzie i jak wybrzmieć – polsko-białoruska granica to dobrze pokazuje: nie ma dyskusji, są kajdanki i rewizje aktywistycznych samochodów. Dyskurs wokół polityki migracyjnej państwa był fikcją. Dyskurs wokół polityki integracyjnej był dużo lepszy, ale – zdaje się –  pójdzie do kosza. Siadła wiosenna energia, dokument, który miał być przyjęty w czerwcu, leży w szufladzie, wybory za pasem, nie wygląda na to, żeby wypracowany dokument kiedykolwiek był przyjęty (nikt też dawno nie widział aktualnej wersji).

„Im bardziej Kubuś zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było” – kolega niedawno przypomniał mi ten cytat Milne’a – bardzo mi przykro, ale dobrze on opisuje poziom demokracji w obecnym rządzie, na który głosowałam i dlatego to tak potwornie wkurza.

Nie mam podstaw myśleć inaczej. Ucieszę się, jeśli jestem w błędzie – zapraszam, kto widzi sytuację inaczej, niech mnie poprawi. Z mojej perspektywy zarządzanie migracjami i budowanie odporności państwa nie tylko nie wykorzystują zasobów społecznych. Prowadzą do redukcji tych zasobów – systematycznie.

Wsparcia coraz mniej

Niemal dwa lata temu, w lutym 2025 roku Trump wstrzymał amerykańską pomoc humanitarną. Organizacje humanitarne w Polsce odkryły wtedy, jak bardzo są finansowane z amerykańskich pieniędzy. Niektóre straciły 80 procent budżetu z dnia na dzień. PFM straciło 29 procent na przestrzeni około sześciu tygodni. 

MSWIA przesunęło wtedy oszczędzone środki europejskie i zasiliło już rozstrzygnięty konkurs tak, aby kilka dodatkowych organizacji otrzymało dofinansowanie – i to się oczywiście chwali. Poza tym Rząd nie zrobił w tej sprawie nic. Dobijaliśmy się wtedy w gronie pozarządowym o pomoc do władz. Pamiętam sceptyczne miny polityków, gdy mówiłam o finansowej skali ciosu Trumpa. W 2024 roku budżet sektora humanitarnego w Polsce (ponad stu organizacji, których wydatki monitorował UNHCR) wynosił co najmniej 270 milionów złotych. USA finansowało wtedy 40-43 procent światowego budżetu humanitarnego – strata dla polskich organizacji była ogromna, z dnia na dzień spadły możliwości wsparcia milionowej grupy uchodźców z Ukrainy – i co? I nic. Organizacje, które właśnie przeszły przez kryzys gromadząc bezcenne doświadczenie zwalniały ludzi, bo co miały zrobić. Od rządu usłyszeliśmy: “ojej”.

Następnie rozpoczęła się rozmowa o systemie ochrony ludności – od początku sieć Mapuj Pomoc, Fundacja Stocznia i inne organizacje zabiegają o włączenie sektora NGO do rządowego myślenia na ten temat. Podziwiam ich, bo wygląda, jakby orali na ugorze. Trwa wielka rozmowa o budowaniu odporności i wschodnie województwa kraju regularnie słyszą sygnały alarmowe – rząd drukuje podręcznik i zachęca do pakowania plecaków ewakuacyjnych, ale kasę trzyma mocno przy sobie. 

Dobre praktyki w tej dziedzinie to przede wszystkim wspieranie lokalnych społeczności i zasobów społeczeństwa obywatelskiego. To organizacje społeczne zapewniły odpowiedź na kryzys humanitarny po eskalacji wojny w Ukrainie. Moje koleżanki i koledzy zbudowali sztaby kryzysowe, lokalne sieci współpracy, punkty medyczne i dystrybucję żywności. Teraz żebrzą u władz, aby włączyć je systemowo do współpracy: mają sieci, miejsca, zasoby, a wiele także szkolenia z zarządzania kryzysowego. Rząd przeznaczył 0,043 % budżetu na obronę cywilną dla organizacji pozarządowych. Pozostaje ślepy na potencjał, który jest w ludziach, którzy chcą współtworzyć systemowe rozwiązania. 

Idźmy dalej.

W sierpniu tego roku rząd zdecydował, że budżet Narodowego Instytutu Wolności, ważnego narzędzia rządu do finansowania sektora pozarządowego, obcięto na kolejny rok o niemal 6 procent. Przypomnę, że chodzi o budżet na rok wyborczy. Ten rok, w którym demokratyczny rząd chce wygrać z rosnącą w siłę prawicą. Tą prawicą, która, gdy wygra, zapewne będzie pro-demokratyczne NGO morzyć głodem, przynajmniej tak było ostatnio. W 2015 roku PIS zamroził wydawanie europejskich funduszy przeznaczonych na tematy migracyjne na około półtora roku, czego efektem było zamykanie się NGO albo redukcja ich do trybu przetrwania. To nas czeka za rok, no, chyba, że geopolityka przyniesie gorsze problemy. Obecny rząd ma więc jedyną możliwość wsparcia społeczeństwa obywatelskiego zanim, być może, straci władzę, a NGO znowu będą musiały zmienić się w przetrwalnikowe larwy. Demokratyczny rząd rezygnuje z tej możliwości. Nie uważa, żeby sektor pozarządowy wart był rządowych pieniędzy. Złości się krytykowany.

Rok przed wyborami już nie mam rządu, który o mnie, jako organizację pozarządową, dba. Któremu mogę zaufać. Mam demokratyczny rząd, który nie dba o demokratyczny elektorat. Wszystkie decyzje rządu w ważnych dla mnie sprawach nie uwzględniają ani moich wartości ani moich potrzeb.

I wisienka na torcie: parę dni temu Kancelaria Premiera ogłosiła wyniki konkursu grantowego na rzecznictwo, finansowane z unijnych środków. Trzy razy przesuwano termin ogłoszenia wyników, rozpatrywano wnioski rok. 

Konkurs był rozpisany na  wsparcie branżowych sieci organizacji pozarządowych i stworzyć warunki do systematycznego rzecznictwa w konkretnych obszarach, między innymi migracji. Kancelaria Premiera zdecydowała, że organizacje specjalizujące się w klimacie nie będą rzeczniczyć o klimacie. Organizacje zajmujące się praworządnością nie wygrały konkursu w obszarze praworządności, a w obszarze rzecznictwa o migracji nie wygrały sieci organizacji wspierających migrantów. Wygrała organizacja, która ani nie uczestniczy w sieciach współpracy naszego środowiska, ani nie zajmuje się rzecznictwem. 

Za rok będzie inny rząd. Ten konkurs miał zapewnić trwałość wiedzy, kompetencji, z myślą o kolejnych latach, miał wspierać i pomóc rozwijać relacje między organizacjami i je wzmocnić. 

Ach, jeszcze jeden drobiazg: program „Przyjazna Szkoła”, przez rok omawiany przez MEN z grupą ekspertów. Masa czasu włożona w grupy robocze, porządkowanie pozarządowego doświadczenia, zasobów, wypracowywanie rekomendacji. Gdy przyszło do wydawania pieniędzy, MEN ogłosił przetargi lekceważąc rok rozmowy i wszystkie nasze głosy. Po co komu pozarządówka, skoro można łatwo wydać kasę na dwie komercyjne firmy szkoleniowe? A że nie pracowały dotąd w obszarze edukacji migrantów? Nauczą się. W końcu będą pracować z nauczycielami.

Jest takie powiedzonko: „Boże, chroń mnie od przyjaciół, z wrogami sam sobie poradzę”. Demokratyczny rząd pozbawia społeczeństwo obywatelskie zasobów i elementarnej stabilności. Obraża się za krytykę. Likwiduje stanowisko ministry odpowiedzialnej za rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Unika szczerej rozmowy. Już za rok mnie zapyta w wyborach: „Ale lubisz mnie? Musisz mnie lubić. Tamci są gorsi”.

Śledź mój blog

Loading

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *