Rzecz o rzecznictwie. Rzecznictwie bez wielkich efektów, stąd tytuł. A sprawy się mają tak:
Dwa tygodnie temu uruchomiliśmy z OKO.press zbiórkę na pomoc osobom pozbawionym wsparcia przez “ustawę wygaszeniową”.
W ciągu dwóch dni zebraliśmy milion złotych, do dziś – ponad 1700000 zł. Ponad 13 tysięcy osób, głównie Polek i Polaków, ale też osoby z Ukrainy i innych narodowości, zasiliło zbiórkę. Rekordzista, Pan Piotr, wpłacił 20 tysięcy złotych. Wiele jest wpłat po tysiąc złotych, pięćset, dwieście, sto, pięćdziesiąt, dwadzieścia złotych. Są i takie po złotówce. Jesteśmy za nie ogromnie wdzięczni. Ostatni tydzień spędziliśmy budując system dystrybucji tych środków tak, aby jak najsprawniej trafiły do osób potrzebujących. Kilka osób już dostało pomoc.
Od początku było jednak oczywiste, że zbiórka jest krzykiem rozpaczy w kierunku rządu. Nie uzbieramy tyle pieniędzy, żeby zapewnić dom wszystkim bezdomnym, leki wszystkim chorym, dokumenty tym bez dokumentów, artykuły pierwszej potrzeby tym, których im brak.
Ruszyliśmy więc w tournee po instytucjach państwowych – 13 tysięcy osób, które na wsparcie osób z Ukrainy przeznaczyło swoje pieniądze to jednak spora grupa i ważny argument w dyskusji. Ludzie portfelem zagłosowali: pomoc osobom w potrzebie powinna być udzielana.
W piątek przygotowałam apel o objęcie pomocą osób najsłabszych, podpisało go ponad trzydzieści organizacji pozarządowych i osób zaangażowanych w sprawy państwa. Wysłaliśmy apel do Premiera, Ministry Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministry Zdrowia, Ministra Finansów.
Mamy też za sobą kilka spotkań, a kolejne przed nami. Póki co, wygląda na to, że zwykli ludzie mogą wszystko. Politycy mogą niewiele. Tyle co nic. Tyci tyci.
To budzi protest i złość, ale też poczucie zawodu. W rządzie słucha się krzykaczy. Decyzje podejmuje się w obawie. Prawo się pisze pod publiczkę. Mimo okrągłych słów mało jest energii i woli, żeby faktycznie rozwiązywać realne problemy z myślą o długoterminowym interesie państwa.
W Ambasadzie Ukrainy, gdzie za zbiórkę dostaliśmy dyplom uznania, a także Konsulacie Ukrainy w Warszawie rozmawialiśmy o tym, że mobilizacja po stronie ukraińskiego rządu też jest potrzebna. Apelowaliśmy o usprawnienie procesu przenoszenia do Polski ukraińskich emerytur. Apelowaliśmy też o rozważenie zniesienia opłat konsularnych dla osób starszych. Apele finansowe muszą trafić wyżej – i zadbamy o to. Póki co przedstawiciele ukraińskiego państwa mówią o wydatkach na wojnę i ograniczonych możliwościach państwa. To wszystko prawda, ale potrzebujemy większego pochylenia się nad sytuacją osób starszych z Ukrainy przez ich własne państwo. Służby konsularne Ukrainy wyraziły gotowość wsparcia dla osób starszych, niesamodzielnych, które nie mogą łatwo stawić się w urzędzie – umawiamy się, jak im wspólnie pomóc. Potrzebujemy jednak więcej uwagi i więcej pomocy dla tej grupy. Polacy nie powinni robić zbiórek, żeby zapłacić ukraińskiemu państwu za paszport dla starszej osoby z Ukrainy.
W Kancelarii Premiera Rady Ministrów, podczas spotkania Rady Działalności Pożytku Publicznego, rozmawialiśmy z Minister Adą Porowską, a także przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, MSWiA i UDSC powtarzając nasze stałe postulaty, o których mówimy od pół roku: wsparcie dla osób starszych, chorych, z niepełnosprawnościami. Mówiliśmy o osobach, które wymagają pomocy hospicjum, a trafiają do noclegowni. O ludziach, którzy żyją za 200 złotych miesięcznie. O realnym ryzyku bezdomności dzieci i młodzieży, które z końcem czerwca stracą możliwość zamieszkania w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. O ludziach chorych, którzy nie mają dostępu do lekarza.
Usłyszeliśmy, że nie ma planów zmiany ustawy. Usłyszeliśmy, że Minister Porowska zrobi, co będzie mogła. Przykre to bardzo, ale póki co niewiele mogła. Usłyszeliśmy też, że generalnie prawo jest dobre, większość Ukraińców w Polsce ma się dobrze, pracuje, zarabia, jest ubezpieczona. Zresztą słusznie. W trudnej sytuacji są właśnie ci nieliczni, którzy nie pracują – o nich od miesięcy mówimy.
Z MRPiPS rozmawialiśmy o planach pomocy dla grup wrażliwych, które przygotowywane są na kolejny rok – to cieszy, ale musimy wszyscy przeżyć ten rok. Rozmowa od ośmiu miesięcy z Departamentem Pomocy Społecznej przyniosła zero skutków. W sierpniu ubiegłego roku alarmowaliśmy na spotkaniach z przedstawicielami rządu, że planowane zmiany wykluczają osoby starsze i chore z systemu pomocy, że pozbawiamy wsparcia grupy najsłabsze. Nikt nie zadał sobie nawet trudu do tej pory, żeby je porządnie policzyć.
Ministerstwo Rodziny za miesiąc i kilka dni ma przejąć administrację ośrodków zbiorowego zakwaterowania. Najpierw deklarowało zamykanie ośrodków, teraz deklaruje utrzymanie ośrodków. Dane na temat tych ośrodków ma, całkiem dobre, MSWIA. Ministerstwo Rodziny miało sukcesywnie przejmować nadzór nad nimi – to się nie dzieje. Ponad 11 tysięcy mieszkańców ośrodków, także personel 320 obecnie funkcjonujących ośrodków zakwaterowania nie mają pojęcia, co wydarzy się za miesiąc. Kto będzie miał gdzie mieszkać? Na jakich zasadach?
W MSWiA spotkaliśmy się wczoraj z zapewnieniem, że nikt nie chce niczyjej krzywdy. Mamy zgłaszać przypadki wymagające interwencji. Słyszymy, że Ministerstwo Zdrowia działa, wydaje wytyczne, NFZ porządkuje swoje zasady pracy i może zwalniać Ukraińców z tzw. opłaty dodatkowej, którą pobierano od nich (bagatela, nawet 18 tysięcy), gdy chcą samodzielnie opłacić swoje ubezpieczenie, bo państwo samo nie uznaje własnego objęcia Ukraińców ubezpieczeniem w ramach ochrony czasowej jako ubezpieczenia. To dobra wiadomość. Mamy pomagać ludziom składać wnioski o zniesienie opłaty.
W MSWiA słyszę też, że organizacje pozarządowe taką mają rolę, żeby łatać luki, w których zawodzi państwo, a teraz właśnie zawodzi. Słyszę, że państwo hojnie wspiera organizacje – o co więc chodzi, mają środki na działanie (państwo w ubiegłym roku rozdało organizacjom 120 milionów zł. środków unijnych przeznaczonych na wsparcie migrantów). Słyszę, że rolą organizacji jest robić takie właśnie świetne zbiórki.
Są potrzebne, bo państwo nie przywróci 800+ Ukrainkom, które nie są aktywne na rynku pracy. Nie zmieni ustawy wygaszającej. Nie zamierza wycofać się z planu pozbawienia dzieci możliwości zamieszkania w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, ani wprowadzić prawa do zasiłku stałego dla osób trwale niesamodzielnych z Ukrainy.
Słyszę rady (bez żartów cenne, choć poruszamy się w oparach absurdu) dotyczące interpretacji przepisów. Niepełnosprawna matka z dzieckiem? Może mieszkać w OZZ, bo dziecko można potraktować jak opiekuna matki. Opiekun osoby niepełnosprawnej do ośrodka ma prawo. Nie ma w Polsce przepisów, kto może być opiekunem. No, dziecko dwuletnie może nie… Osoby chore? Mogą wnioskować o orzeczenie o niepełnosprawności. Ubezpieczenie dobrowolne? OPS może na ten cel dać zasiłek celowy.
Jest metoda rozwiązania części problemów przy pomocy twórczej interpretacji obecnych przepisów – przekonuje MSWiA. Metodą: prawą ręką przez lewe ucho. Byle instytucje państwa zaakceptowały te interpretacje. A resztę, trudno, muszą posprzątać organizacje. Po to są.
Brak spójności działań, brak współpracy instytucji i organów państwa w dziedzinie zarządzania migracją po prostu oszałamia. Podejmowanie ważnych, kluczowych dla ludzi decyzji miesiąc przed terminem. Wydawanie instrukcji i interpretacji prawa, które decyduje o życiu, trzy miesiące po tym, gdy to prawo wchodzi w życie (cieszę się, że będą, nawet tak późno). To nie jest dobre zarządzanie. To jest kpina z ludzi, którzy z tym prawem pracują, których ono dotyczy.
Tak, organizacje pozarządowe mają uzupełniać pomoc państwa, ale nie zastępować pomoc państwa. Dziury do łatania nie mogą mieć takich gabarytów! Cieszę się ze zbiórki i z tego, że mamy możliwości pomóc zdesperowanym ludziom. Dużo bardziej ucieszyłabym się, gdyby ludzie nie byli w rozpaczy. Gdyby udało się zbudować systemowe rozwiązania dla systemowych problemów. Gdyby ci ludzie w kryzysowej sytuacji, ale też my, ja, jako liderka organizacji pozarządowej, gdybym mogła liczyć na państwo.
Nie jesteśmy na początku wojny. Sytuacja nie jest nagła. Obecny stan rzeczy, wykluczenie ludzi spod pomocy, to efekt pospiesznie, niedbale, bez konsultacji przygotowywanego prawa. Krzywda się dzieje ludziom, gdy polityka się zmienia w populizm, a zarządzanie migracjami w Polsce to obecnie populizm w najczystszej postaci. Politycy nie zajmują się realnymi problemami. Politycy wprost mówią, że kierują się lękami i frustracją społeczną. Tyle, że sami je wcześniej wywołali.
Gdzie się podziali mężowie stanu? Gdzie są ci liderzy, którzy przeprowadzają społeczeństwa przez wyzwania i trudne czasy? Gdzie w ogóle politycy, którzy zajmują się potrzebami realnych ludzi w realnym świecie? Rozwiązują problemy? Pomagają ludziom zmierzyć się z tym, co trudne?
Nie chcę już słuchać o tym, że opinia publiczna nie jest gotowa słuchać prawdy. Że nastroje są antymigranckie. Nie chcę słuchać rozwiązań, myków, sposobów, jak nie narażając się ksenofobicznej i wrogiej części społeczeństwa jednak zapewnić ludziom elementarną godność. To upokarzające i przygnębiające.
Tak, będziemy szukać rozwiązań, myków i sposobów – jeśli ktoś dzięki temu będzie miał bezpieczny kąt czy potrzebne leki. Ale rząd, który boi się mówić ludziom prawdę (choćby – że migranci tu są i będą, że ich obecność ma istotne zalety, że funkcjonowanie w państwie różnorodnym kulturowo w sposób pokojowy jest możliwe, ale wymaga wysiłku) – gdzie nas prowadzi? Politycy, którzy odchodzą od potrzebnych rozwiązań, bo spotka ich za to hejt pod postem – no ludzie, naprawdę, nie oczekujcie za to szacunku. Na moje oko: rząd jest w garści hejterów.
Niedobrze.